Przedświąteczne refleksje

Witajcie,

Czy Was też ogarnął ten przedświąteczny nastrój? Mój weekend zaczął się bardzo świątecznie. Dekorowanie bombek, pieczenie pierników, mikołajkowa kolacja z moim A. Pamiętam, że kiedyś jako nastolatka nienawidziłam świąt. Chyba głównie dlatego, że musiałam spędzać je z rodziną. Myślę, że większość z Was zna te sztuczne uśmiechy przy stole i co roku te same życzenia przy opłatku. Kto by nie chciał na czas świąt gdzieś uciec, wyjechać, zakopać się w jakimś małym domku w górach albo w hotelowym pokoju za miastem?

Dziś myślę, że dojrzałam do świąt. Co prawda moja familia z roku na rok staje się coraz bardziej fałszywa. Zmieniło się jednak coś bardzo ważnego. Dziś mam z kim te święta spędzać. Jest ktoś dla kogo się staram, wkładam serce w przygotowania, chce sprawić, że dom będzie pachniał cynamonem, ciastem marchewkowym i rybą po grecku. Chociaż Wigilię spędzamy osobno, bo on co roku jeździ do swojej rodziny, to wiem że myślami jest ze mną. I wiem, że zawsze będzie.

Mam takie marzenie. Nasze własne mieszkanko, nawet ciasne- ale własne. Nasze własne święta, wspólne ubieranie choinki, wspólne ustalanie świątecznego menu, wspólne gotowanie, pieczenie, zakupy. Coraz bardziej czuję, że nie pasuje do tego domu, że już nie potrafię żyć razem z matką pod jednym dachem. Tyle rzeczy zrobiłabym inaczej! Po swojemu. Wkurza mnie to, że nie mogę o niczym decydować, mieć własnego zdania. Wkurza mnie to, że w rodzinnym domu czuje się obco, jakbym nie była już u siebie.

I mam cholernie silną potrzebę wyrwania się stąd! Z domu, w którym zawsze wszystkiego było mało. Miłości, szacunku, czułości, wsparcia. Nie było ojca, tylko matka która próbowała na siłę pełnić obydwie te role. Raz była surowa niczym ojciec, raz rozklejała się nad lepieniem pierogów. A przeważnie była despotyczna. Z biegiem lat stała się kontrolująca, absorbująca. Wtrąca się we wszystko, bliskich zaczęła obliczać wartością pieniądza. Obcy ludzie są dla niej ważniejsi niż własne dzieci. Czy to jeszcze moja mama? Ta z którą kiedyś godziny spędzałyśmy na wspólnych zakupach? Której mogłam powiedzieć wszystko? Nie… Albo ja dojrzałam i zaczęłam spostrzegać jej wady, albo to ona tak bardzo się zmieniła. Boję się, że i ją straciłam. Najpierw odszedł ojciec, teraz matka odsuwa się ode mnie. Tyle padło gorzkich słów. O wiele za dużo.

I chyba dziś nadszedł TEN DZIEŃ. Dojrzałam do decyzji o wyprowadzce. Będzie bardzo ciężko ale najwyżej wezmę drugi etat, będę dorabiać weekendami. Czuję, że jeśli nie odejdę to całkiem się od siebie odsuniemy, a ten konflikt urośnie do takich rozmiarów, że nie będzie już czego zbierać. Mój A. mnie wspiera, jak zawsze. Doradza rozwagę, mówi, żeby nie podejmować decyzji na gorąco. Ustaliliśmy, że wyprowadzamy się po nowym roku. Wynajmiemy kawalerkę albo pokój. Damy radę, jak zawsze. Najważniejsze, że będziemy razem. Wierzę w nas, w niego i za nim pójdę wszędzie. Bo wiem, że to jedyna osoba, na której mogę polegać. Która mnie nigdy nie zawiodła. Będziemy szczęśliwi, pod wspólnym niebem..

25319580_2160104087550151_2075608545_o25344572_2160104067550153_2077643888_o

Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie codzienne i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Przedświąteczne refleksje

  1. xonlydream pisze:

    dobrze, że masz kogoś na kogo możesz liczyć w tej trudnej sytuacji! Trzymam kciuki, żeby wszystko poszło po Twojej myśli! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>